Autystyk w szkole, cz. 5a – moje „dziwne” zachowania

Kolejny wpis z cyklu o tym jak funkcjonowałem w szkole. Tym razem o moich “odstających od normy” zachowaniach, które nierzadko przysparzały mi sporo najróżniejszych problemów.


Na wstępie muszę przeprosić za brak wpisów przez ponad miesiąc – tegoroczny sezon ogrodowo-pszczelarsko-przetworowy jest wysoce intensywny. A jeszcze na to wszystko nałożył się bardzo wczesny w tym roku “wysyp grzybów”. 😀 

Pracy jest tyle że po prostu nie mam czasu ani siły na pisanie, a wpisy napisane “na zapas” skończyły się zdecydowanie za szybko. 😉

A teraz na temat.


Moje “dziwne” zachowania w szkole

Katalog rzeczy które robiłem w szkole, a które odstawały od “powszechnie przyjętej normy” jest zapewne niemały. Piszę “zapewne” bo całkiem prawdopodobne jest że jakiejś części swoich zachowań nawet sam nie umiałem zauważyć że “nie pasują”. Opisuję te przykłady które sam miałem świadomość swojej “inności”. Chodzi mi tu zwłaszcza o zachowania nie dotyczące relacji z rówieśnikami ani nauczycielami (o tych będą następne wpisy). 

Część tych zachowań była nieświadoma i niekontrolowana, a część była świadomą próbą poradzenia sobie z jakimś tematem. Jedne mogły być tylko “dziwne” a inne mogły być uciążliwe dla rówieśników i zakłócać im naukę (zwłaszcza różne rodzaje stimowania podczas lekcji) – przyznaję to uczciwie. Ogólnie ciężko wszystko wrzucić do jednego worka i wspólnie to ocenić, ale jedno jest pewne, etykietka “kogoś dziwnego” bardzo szybko do mnie przylgnęła i pozostała ze mną przez cały okres mojej edukacji.


Stimowanie

Zacznę może od przypomnienia definicji stimowania. 

Stimowanie (stimming, autostymulacja) – to zbiorczy termin na wszelkie powtarzalne, często zupełnie nieświadome ruchy i zachowania dostarczające powtarzalnych bodźców, które autystycy i ADHD-owcy wykonują żeby regulować swój układ nerwowy i chronić go przed przeciążeniem.

W tej definicji bardzo ważny jest zapis “zupełnie nieświadome”. Z własnego doświadczenia wiem że to nie jest coś co daje się łatwo kontrolować. Bardzo często, wręcz przeważającą część przypadków ja po prostu “zauważam” że już od jakiegoś czasu stimuję. Albo ktoś inny zwraca mi uwagę że np. stukam. Przeważnie nawet nie umiem powiedzieć w takich sytuacjach od jakiego czasu to robię – jestem zupełnie nieświadomy. Po prostu – układ nerwowy potrzebuje tego i zaczyna nieświadomie robić “coś”.

Głównym problemem ze stimowaniem jest to że bywa ono uciążliwe dla osób przebywających w pobliżu, zwłaszcza jeśli powoduje hałasy lub jakieś inne zamieszanie. Wtedy zupełnie rozumiem irytację osób w otoczeniu, zwłaszcza jeśli rozpraszam je kiedy próbują się skupić np. na nauce. Znam ten temat z obu stron i wiem że mnie też czasem rozprasza i irytuje jak ktoś w pobliżu stimuje.1

Natomiast ta sprawa ma jeszcze jeden nieco inny aspekt. To że rozumiem irytację innych osób to nie zmienia faktu że nie do końca czuję się “winny” z powodu czegoś czego nie zawsze mogę kontrolować. 

Przez całe lata wszystkie środowiska społeczne w których byłem (rodzina, rówieśnicy w szkole) starały się “wytępić” moje stimowanie. Zwracano mi uwagę, czasami karano mnie za to, ja się starałem kontrolować dany rodzaj stimowania. Jest to bardzo męczące, wymaga to utrzymywania podwyższonej uwagi żeby świadomie kontrolować co w danym czasie robię – co dokłada się do presji wynikającej z kontaktów międzyludzkich. A efekt był taki że wyeliminowanie jednego rodzaju stimowania kończyło się tym że układ nerwowy szukał innego upustu i zaczynał stimować w inny sposób

Po wielu latach “walki” te rodzaje stimowania które pozostały ze mną do dzisiaj już w dużej części są “niesłyszalne” dla innych – np. napinanie mięśni ud i łydek, przygryzanie wewnętrznej części warg itp. A przynajmniej tak chciałbym sądzić, bo jednak okazjonalne uwagi od przyjaciół typu “Radek nie byłby sobą gdyby czymś nie stukał, pukał lub nie powodował innych dźwięków” sugerują że po prostu nie mam świadomości że dalej to robię.

Jedno możliwe wytłumaczenie które przychodzi mi do głowy jest takie, że wcale nie wyeliminowałem problemu i wcale nie jestem mniej dokuczliwy, tylko że mam teraz o wiele tolerancyjniejsze grono znajomych… 

Jednak to co dzisiaj to dzisiaj, a pora wrócić do pisania o tym co było w szkole.


“Kręcenie” rękami

Jednym ze stereotypów dotyczących autyzmu jest to że wg stereotypu autystyczne dzieci trzepoczą dłońmi (jak ptak skrzydłami). Ciężko mi się do tego ustosunkować, bo z jednej strony wiem że takie zjawisko istnieje,2 natomiast sam nigdy nie widziałem żadnego autystyka który by to faktycznie robił. Ja sam też tak nie robię i zupełnie nie identyfikuję się z tym.

Tylko że tu pojawia się pewne “ale”…

Wg opisów w literaturze dotyczącej autyzmu to “trzepotanie dłońmi” pojawia się przeważnie w sytuacjach podwyższonej ekscytacji lub stresu. I wychodząc od tego kierunku, ja bez żadnego zastanowienia mogę wskazać co JA robię w takiej sytuacji – “kręcę rękami”


To moje kręcenie rękami jest w mojej świadomości doskonałym przykładem, jak otoczenie potrafi “karać” za coś zupełnie nieszkodliwego, tylko dlatego że jest to “inne”. Moje kręcenie rękami, tak jak trzepotanie dłońmi u innych, jest przykładem na coś co zupełnie nie jest szkodliwe dla innych. Nie jest hałaśliwe, nie jest przeszkadzające, nie jest problematyczne w żaden sposób. Jest po prostu “inne”. 

Jednak te wszystkie przypadki kiedy rówieśnicy ze mnie szydzili z tego powodu,3 albo kiedy nauczyciele wstawiali mi uwagi do dzienniczka (“bo nie stoję spokojnie na apelu szkolnym” albo “dokazuję zamiast odpowiadać przy tablicy”), spowodowały u mnie poczucie wstydu że to robię… Próbowałem to w jakiś sposób “opanować”, kontrolować, ukrywać – co potęgowało stres związany z interakcjami z ludźmi. Nie dość że musiałem walczyć ze stresem który we mnie powodowały te interakcje, to jeszcze musiałem zwalczać naturalną reakcję na ten stres. Reakcję układu nerwowego który chciał się w ten sposób “rozładować” i “uspokoić”…


Maskowanie?

Co ciekawe – w tej kwestii moje “poczucie” że udawało mi się to skutecznie “maskować” też okazało się trochę fałszywe. Niedawno, już po diagnozie, popytałem znajomych czy kojarzą mnie “kręcącego rękami” w ten sposób – to prawie wszyscy stwierdzili że tak… 

Ponownie mogę chyba stwierdzić że moje poczucie że dobrze coś maskuję wynika chyba z tego że skutecznie wyeliminowałem ze swojego otoczenia osoby nietolerancyjne.

Za to dzisiaj w ramach “buntu przeciwko społeczeństwu” odrzuciłem jakiekolwiek “maskowanie”. Zupełnie przestałem się tym przejmować “co inni pomyślą”, jak mam potrzebę to kręcę rękami i już. I szczerze mówiąc, ktoś kto się odważy zwrócić mi uwagę, usłyszy trochę dosadnych słów.

Kontynuacja tematu w następnych wpisach.

  1. To jest w ogóle ciekawy temat. Np. jak ktoś w pobliżu zacznie stukać to czasami mnie to irytuje a czasami sam się nieświadomie “dołączam do stukania”. Dlaczego raz tak a raz inaczej, nie wiem. Może chodzi o to czy rytm akurat mi pasuje? ↩︎
  2. Na pewno istnieje w niskofunkcjonującym końcu spektrum autyzmu, widziałem to na wielu filmikach, ale nie wiem na ile jest to powszechnie. ↩︎
  3. “Nie świruj rękami”, “znowu pajacujesz”, ech. Takie drobne złośliwości na porządku dziennym, a czasami wręcz wyzywanie i wyśmiewanie. ↩︎