Madame Grinch, czyli Marty spojrzenie na święta

I znowu nadeszła ta pora roku kiedy oczekiwania członków naszej rodziny “przekraczają nasze możliwości”…

Z mojej perspektywy jest to trudny czas, który trzeba “przetrwać”… Zwłaszcza że oboje nie czujemy się związani z jakąkolwiek religią, więc dla nas ten czas nie ma absolutnie żadnego “religijnego podtekstu”. 

Celowo publikujemy ten wpis po świętach, żeby nie psuć „świątecznego nastroju” tym którym ten czas sprawia radość.1

Z góry chcemy tu zaznaczyć, że nie wypowiadamy się za wszystkie osoby autystyczne – to tylko i wyłącznie nasza perspektywa. Znamy wiele osób w spektrum autyzmu które uwielbiają ten czas i nie mogą się wręcz doczekać świąt.


Prezenty

Dosłownie na palcach jednej ręki mogę policzyć lata, w których miałam jakąkolwiek ochotę szykowania komukolwiek świątecznych prezentów. A z roku na rok ta ochota coraz bardziej zanika… Dlaczego? Powodów jest kilka.

Uważam że jakiekolwiek prezenty, żeby miały sens, muszą być specjalnie dobrane dla danej osoby.2 Wychodząc z tego założenia rozpoczynałam wielkie przygotowania, ponieważ aby stworzyć spersonalizowane podarunki dla bliskiej rodziny musiałam poświęcać bardzo duże ilości czasu na analizy indywidualnych potrzeb i upodobań. Ten proces jest dla mnie strasznie męczący. 

W dzisiejszych czasach trudno wybrać prezent który komuś się przyda i spodoba – a którego ten ktoś jeszcze by nie miał. Nawet książki nie są już takim wyczekiwanym rarytasem jak kiedyś. A wymieniać się gotówką w kopercie – zupełnie bez sensu. 

Dlatego przez wiele lat próbowałam robić prezenty wykonane własnoręcznie, co wymagało jeszcze większego zaangażowania.3 Niestety, mimo wszystkich dołożonych starań i tak efekt był nikły – moje wysiłki bardzo często były odbierane ze “wzruszeniem ramion” i zdawkowym “dziękuję”.4 Po prostu się odechciewa “bawić w Mikołaja”.


Świąteczne porządki

Wiem że dla wielu osób zabrzmi to kontrowersyjnie, ale osobiście nie widzę ani sensu ani potrzeby sprzątania specjalnie na święta. Uważam że kobiety mają aż nadto spraw na głowie w związku z tym “gorącym okresem”, żeby jeszcze brać sobie na głowę sprzątanie “z testem białej rękawiczki”. A już tym bardziej nie pojmuję, dlaczego inni sądzą że mogą to nam narzucić?5 

Naprawdę nie wiem skąd wzięła się ta presja (wewnętrzna i zewnętrzna)? Po co to narzucanie wszystkim jak powinni żyć? Dlaczego miałabym się zaharowywać z okazji czasu który nie jest dla mnie niczym specjalnym? Dlaczego muszę się tłumaczyć że czegoś nie lubię lub nie praktykuję?

Nie zrozumcie mnie źle, jeśli ktoś lubi “latać ze ścierką” przez kilka dni tylko dlatego że “tak wypada” lub “boi się tego co ludzie powiedzą”6 – proszę bardzo, droga wolna. Ale uważam że w dobie tak szeroko propagowanej “tolerancji” powinniśmy wykazywać ją również w tej kwestii, zarówno wobec siebie jak i innych.


12 potraw

Kolejnym aspektem “przygotowań do świąt”, którego nie rozumiem jest gotowanie. Gotowanie. Gotowanie. Gotowanie. Gotowanie. 

Przede wszystkim, nie rozumiem gotowania potraw których nikt nie lubi. Po co? Uważam to za czyste marnotrawstwo. Żadna “tradycja” nie uzasadnia marnotrawienia żywności, a wręcz, z tego co wiem tradycja uczy szacunku do jedzenia. Dlaczego gotuje się potrawy o których wiadomo że nikt nie weźmie więcej niż łyżeczkę, wyłącznie “dla świętego spokoju”?7 

Na dodatek coraz więcej osób ma specyficzne zalecenia dietetyczne. Czym jesteśmy starsi, tym dotkliwiej dopada nas “peseloza” i drastycznie zmienia się to co możemy jeść a czego nie możemy, a także kiedy możemy jeść a kiedy nie możemy.8 A w święta mimo to jest gotowany ten sam “tradycyjny” zestaw co “zawsze”. Jak z powodu diety9 nie możesz czegoś jeść – to Twój problem. 

A może zamiast 12 “tradycyjnych” potraw zrobić kilka takich, które wszyscy będą mogli zjeść z przyjemnością i bez obaw o konsekwencje?


Ilość marnotrawionego jedzenia

Nie rozumiem tego po co na święta gotuje się tak absurdalnie duże ilości jedzenia. Idea “zastaw się a postaw się” niestety dalej obowiązuje w większości domów i tradycyjnie stół świąteczny ma się przysłowiowo “uginać od jedzenia”. Miało to sens w czasach kiedy rodziny były wielopokoleniowe, i pod jednym dachem potrafiło żyć nawet 10 lub więcej osób, a do tego jeszcze przyjeżdżali goście na wspólne święta. Wtedy nawet duża ilość jedzenia po prostu “znikała”. Do tego były to czasy kiedy na codzień ludzie raczej nie przejadali się, a święta były jednym z nielicznych okresów “popuszczania pasa”, i jedzenia do syta, kiedy nikt nikomu nie wyliczał ile może zjeść.

Natomiast dzisiaj? Rodziny są mniejsze, ludzie spędzają święta we własnym gronie, bez gości. Na codzień większości społeczeństwa nie brakuje jedzenia, można powiedzieć że wręcz mamy “dobrobyt” w tej kwestii. A ilość jedzenia na świątecznym stole – jest taka sama lub jeszcze większa niż kiedyś. Po co to komu? Przecież od razu wiadomo że to nie zostanie przejedzone w święta. Najczęściej zostają te potrawy których nikt nie lubi i potem przez następny tydzień trzeba wmuszać je w siebie żeby się nie zepsuły. Wszak nie wszystko da się zamrozić, a zamrażalnik ma ograniczoną pojemność i nie jest z gumy. 

To przejadanie nie jest jeszcze najgorsze z naszego punktu widzenia. 

Kiedyś byliśmy u babci tuż po świętach i widzieliśmy taki widok: w śmietniku ktoś wystawił 3 duże, nienaruszone torty, a obok była masa innego “świątecznego” jedzenia. Na wszystkim żerowały dzikie ptaki. Oboje nas oburza takie marnotrawstwo. Po co? W imię czego? W naszej opinii to czysta głupota…

Od lat staramy się stosować zasadę zero-waste, więc nawet obierki z marchewki lub ogórków nie są śmieciem, tylko dodatkiem do karmy dla kur. A jak czegoś nawet kury nie zjedzą to trafia na kompost, gdzie zostaje przerobione na nawóz. Tym bardziej mierzi nas jak ktoś bezmyślnie marnuje pełnowartościową żywność.


“Nie jedz bo to na święta”

Czy ten obrazek wymaga jakiegokolwiek komentarza? 😛


Jak ten czas wygląda “po naszemu”

Na szczęście my w swoim domu tak nie robimy. Mam wrażenie że podchodzimy do sprawy o wiele bardziej racjonalnie, bez oglądania się na “tradycje” ani “zwyczaje”. 

  • Gotujemy tylko to co lubimy czyli 2~3 potrawy, które oboje jemy ze smakiem.
  • Gotujemy to w “normalnych” ilościach, tak żeby zjeść wszystko najdalej w 3 dni. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby w dowolnym momencie roku zrobić jakąś potrawę zaliczaną do “świątecznych”, jeśli przyjdzie nam ochota na takową.
  • Gotujemy razem.
  • Nie przejmujemy się czy jakaś potrawa jest “uznawana za świąteczną” – jak mamy ochotę na zapiekankę lub risotto lub dowolną inną potrawę – to ją robimy.10
  • Nie przejmujemy się zbytnio sprzątaniem.
  • Choinka i ozdoby świąteczne? Nie używamy takowych od lat.
  • Wyjazdy do rodziny? Coraz mniej, coraz rzadziej, bo nas to przebodźcowuje i po prostu męczy.11
  • No i przede wszystkim spędzamy czas w atmosferze ciszy i relaksu a nie “świątecznego zgiełku”. Dobra książka, kocyk i gorąca czekolada. Albo maraton anime i pizza.

To już drugi wpis na naszym blogu o tematyce “świątecznej” – rok temu Radek opisał to ze swojej perspektywy we wpisie Ja, Grinch. Zapraszamy do lektury tego wpisu bo są tam też opisane różne tematy sensoryczne związane z tym okresem, z którymi muszą się borykać osoby autystyczne (a które na szczęście mnie nie dotyczą w takim stopniu).

A teraz moje podsumowanie świąt w 3 memach: 😉

  1. Tyle się już nauczyliśmy ;P ↩︎
  2. Prezenty robione metodą “kopiuj-wklej”, czyli paczka ze słodyczami, owocami i np. jakimś kosmetykiem są w mojej opinii pójściem na łatwiznę, po linii najmniejszego oporu. Po prostu nie mają sensu… A i tak potrafią być nietrafione… ↩︎
  3. Sądziłam, że jak zrobię coś samodzielnie z myślą o danej osobie (z uwzględnieniem jej preferencji) to sprawię tym największą radość. Myliłam się. ↩︎
  4. A momentami nawet wręcz obrazem rozczarowania… ↩︎
  5. Trochę się już nasłuchałam takiego gadania, że “to przecież święta i że muszę posprzątać bo inaczej nie jestem dobrą gospodynią”. A kiedy ja niby aspirowałam do takiej roli? Chyba coś mnie ominęło. 😛 ↩︎
  6. I zapierdziela “dla świętego spokoju”… Po co? Nie rozumiem tego… ↩︎
  7. “Bo musisz spróbować”. A jak się nie weźmie to się wszyscy krzywo patrzą. ↩︎
  8. Zwłaszcza dotyczy to diet ze względów medycznych. ↩︎
  9. Lub alergii. Lub problemów sensorycznych ze smakiem, zapachem lub teksturą jedzenia. ↩︎
  10. W zasadzie jedyna potrawa która powraca co roku to jest barszcz biały z grzybami, bo go po prostu uwielbiam. ↩︎
  11. Kiedyś staraliśmy się odwiedzić w każde święta obie rodziny, i zamiast odpocząć byliśmy bardziej zmęczeni niż to było warte. A że wtedy jeszcze nie mieliśmy samochodu – to jeszcze trzeba było jeździć pociągiem i zasuwać w śniegu na dworzec. ↩︎