Ciąg dalszy wpisu, w którym moja siostra Ola opisuje swoją drogę uczenia się jak funkcjonować w społeczeństwie.1
Small talk i “ploteczki”
Ale co gdy inni chcą pogadać o niczym lub plotkować? Ja unikam takich rozmów, które niczego nie wnoszą, bo niczego nie wnoszą. Nie widzę również nic ciekawego w krytykowaniu butów czy innej części garderoby osoby, której akurat nie ma w pobliżu. Jeśli chcę kogoś skomplementować robię to jemu w oczy, z krytyką się wstrzymuję. Zawsze. Niejednokrotnie mnie krytykowano za dziwny lub niedopasowany strój. Wiem jak to potrafi zaboleć, więc nie robię tego innym. Z tego powodu staję się odludkiem, z którym „nie da” się pogadać, bo jednak nie wszystko da się skopiować.
Najgorzej jest jednak, gdy kopiuje się coś totalnie bez zrozumienia, bo można wpaść w niezłe bagno… Byłam, widziałam, NIE POLECAM 😀
Dlatego ja, zarówno w domu jak i poza nim już od dawna albo nie wypowiadam się w ogóle, albo wypowiadam się w taki sposób, by można mnie było zrozumieć tylko w jeden sposób – w ten, w który chcę być zrozumiana. Niestety nie przysparza mi to „przyjaciół”, ani nawet „znajomych” bo jestem odbierana jako osoba zbyt bezpośrednia lub wręcz wywyższająca się. Ja w moich komunikatach niestety przeważnie nie uwzględniam tego co inni poczują2 jak usłyszą czy przeczytają napisane przeze mnie zdanie. Nie umiem tego robić automatycznie, intuicyjnie, po prostu przekazuję informację o którą mi chodzi i tyle. Czasami, jeśli w danym momencie chcę by ktoś poczuł się dobrze lub źle po usłyszeniu lub przeczytaniu komunikatu to muszę się nad tym specjalnie zastanowić, jak to powiedzieć, poświęcić temu pewien wysiłek.
Czy dobrze się maskowałam?
Wszystkie moje doświadczenia zupełnie umknęły uwadze Radka – owszem jesteśmy rodzeństwem, ale jako autystycy nigdy nie mieliśmy potrzeby dzielenia się z kimkolwiek swoimi przeżyciami. Tak więc On o nich nie wiedział, a porównując siebie do mnie, wysnuwał wniosek, że jestem osobą obytą towarzysko, której co jak co, ale obcowanie z ludźmi przychodzi naturalnie, bo wciąż otaczam się ludźmi. Nadaremnie szukał wzorców zachowań w moich zachowaniach, bo one wciąż ewoluowały i zmieniały z każdą napotkaną osobą.
Kameleony – tak o sobie mówią wysokofunkcjonujące autystki – określenie w punkt.
Nikt z moich znajomych nigdy nie powiedziałby, że jestem w spektrum, nawet mój własny brat :D. A jednak. Gdy powiedziałam mu, że też jestem autystyczna, tuż po tym gdy podzielił się ze mną swoją diagnozą, to w pierwszym momencie się zdenerwował, bo jak ja mogę tak mówić nie mając na to żadnego poparcia. Dopiero jak zaczęliśmy się w temacie wspólnie zagłębiać i Radek już wiedząc na co patrzeć, na co zwracać uwagę zaczął ze mną analizować moje odczucia, zachowania, różne sytuacje czy słowa, to otworzył oczy ze zdumienia. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że dla niego byłam osobą obytą społecznie, choć tak naprawdę daleko mi do tego…

Kilka(set) słów od nas
Tyle napisała o sobie Ola, teraz pora na mój komentarz. 😉
Cały ten wpis o uczeniu się i maskowaniu pokazuje jak bardzo różnią się nasze perspektywy i próby poradzenia sobie z tym samym problemem, chociaż dzieli nas jedynie 3-letnia różnica wieku i wychowaliśmy się w tym samym domu. Ja tak samo “chciałem być częścią grupy”, “przynależeć” do jakiejś społeczności innej niż najbliższa rodzina.
Moje próby i usiłowania były jednak zupełnie inne. Ja też analizowałem różne rozmowy i zachowania ludzi, starałem się “zrozumieć” temat, próbowałem odkryć reguły które tym wszystkim rządzą. Natomiast zwykłe kopiowanie cudzych zachowań nigdy nie przyszło mi do głowy – być może dziewczynom to przychodzi bardziej naturalnie. Natomiast ja chciałem ZROZUMIEĆ co i dlaczego się dzieje, więc konstruowałem swoje teorie i wyjątki od wyjątków, zamiast po prostu naśladować innych. Wiem jedno – dla mnie “udawanie kogoś innego”, poprzez naśladowanie cudzych zachowań to jest kłamstwo. To nie ja, to nie moje zachowania.
Patrząc na osiągnięty efekt – trudno mi ocenić która z tych dróg jest faktycznie “lepsza”. Fakt, w dzieciństwie i wczesnej młodości wyglądało to tak, że ja prawie nie miałem znajomych, natomiast siostra prawie cały czas spędzała w gronie “przyjaciół” – tak to przynajmniej wyglądało z mojej perspektywy. Dlatego właśnie tak bardzo zdziwiło mnie że ona może być w spektrum, bo w moich oczach ona była osobą doskonale radzącą sobie towarzysko (i przez lata porównywałem swoje “braki” do jej “sukcesów” w tym polu…). Ale – z tego co Ola pisze – te znajomości były równie płytkie i szybko się kończyły.
W ostatecznym rozrachunku wcale nie jestem przekonany czy to naprawdę była “lepsza droga”. Mógłbym tu podsumować że ostatecznym rezultatem jest to że ona sobie radzi lepiej w jednych sytuacjach (tych “towarzyskich”) a ja w innych (tych “formalnych” i tych “konfrontacyjnych”), ale żadne z nas nie radzi sobie ze wszystkimi sytuacjami społecznymi. A nawet to “radzenie sobie” jest niekompletne i nierzadko obarczone dużym kosztem…
Jeszcze jeden wniosek mi się tu nasuwa z obserwacji kilku różnych osób ze spektrum. Niezależnie od obranej drogi kończymy w zasadzie w tym samym miejscu – powoli odsuwając się od ludzi, pozostając w relacjach jedynie z małym gronem sprawdzonych przyjaciół, których przeważnie można policzyć na palcach jednej ręki.3 I którzy nota bene często także są autystykami.
Różnice płciowe
Zagłębiając się w temat różnic między autyzmem męskim a kobiecym (na przykładzie różnic między mną a siostrą), jedno jest widoczne dość wyraźnie. Już od najmłodszych lat w przypadku dziewczynek istnieje zupełnie inny zestaw oczekiwań co do nauki określonych zachowań. Z jednej strony daje im to już w dzieciństwie pewne jasno sprecyzowane wzorce które mogą naśladować (co znacząco ułatwia im poznanie reguł społecznych), ale z drugiej strony niejako narzuca im dużo większą presję na to żeby się “dopasowały”, i jest dużo bardziej piętnowane jeśli tego nie robią.
Być może właśnie to jest przyczyną dlaczego dziewczynki i kobiety przeważnie znacznie lepiej się maskują i adaptują (co utrudnia ich wykrycie), jednocześnie bardzo często narażając je na rozmaite problemy wynikające z życia w ciągłym stresie.
- Przypisy, jak zwykle, moje. ↩︎
- To jest właśnie “rdzeń autyzmu”, to co czyni nas autystykami – nie tylko nie odbieramy przekazu emocjonalnego, ale też nie umiemy przewidzieć reakcji emocjonalnej na nasze słowa lub czyny. Jesteśmy “ślepi” na całą tą część przekazu. A dla osób neurotypowych jest to bardzo istotna część komunikacji, wg niektórych badań stanowi ponad 50% całego przekazu. ↩︎
- I tak dobrze, bo na początku podstawówki „mogłem swoich przyjaciół policzyć na jednym palcu”, jak to ładnie określiła Jaiden z kanału JaidenAnimations – osoba z AuDHD (też bardzo późno zdiagnozowana) tworząca animacje w zasadzie o swoim życiu. ↩︎
