Autystyk w szkole, cz.3 – inne problemy sensoryczne

W poprzednim wpisie skupiłem się na nadwrażliwości na światło i problemach jakie to powodowało w szkole. W tym wpisie chciałem opisać pozostałe tematy sensoryczne.


Dlaczego nie lubiłem piątków

Większości osób (w tym uczniów)1 piątek kojarzy się pozytywnie, bo od piątkowego popołudnia zaczyna się weekend. A mi przez wiele lat piątek kojarzył się z przebodźcowaniem, stresem i często shutdownem. Dlaczego?

Oprócz nadwrażliwości na światło mam też drugą “lekką” nadwrażliwość – na zapachy. Objawia się to tym że niektórych zapachów po prostu nie mogę znieść, “wykręca mi nos na drugą stronę” jak je czuję. Nie mówię tu o normalnym obrzydzeniu jakie (chyba u wszystkich) wywołują niektóre przykre zapachy, ale mówię o znacznie silniejszej reakcji na zapachy które dla większości osób są neutralne lub przyjemne.

Dla mnie trzy główne grupy zapachów które mi najbardziej uprzykrzają życie to są ryby, dym papierosowy i chemiczne zapachy (w tym niektóre chemiczne aromaty i perfumy2). Takie przeszkadzające zapachy powodują że dość szybko ulegam przebodźcowaniu, nie mogę się skupić i myślę jedynie o tym jak “uciec”, jak się wydostać z zasięgu tego zapachu który mnie w danej chwili dręczy.

Tylko jak tu uciec, albo “ochronić się przed zapachem” jeśli muszę być na lekcjach, a jest piątek i szkolna stołówka znowu robi jakieś danie rybne? Zapach ryb3 rozchodzi się po całej szkole, a ja siedzę w ławce i się męczę. Skręca mnie od tego zapachu, momentami wręcz muszę powstrzymywać torsje, zupełnie nie mogę się skupić na niczym, siedzę i odliczam minuty do końca lekcji żeby móc uciec poza szkołę, na świeże powietrze… A jednocześnie w tym samym czasie muszę “udawać” że uczestniczę w lekcji i muszę “pilnować maski, nie robić “dziwnych grymasów”, nie dać po sobie poznać że coś się dzieje – bo inaczej jeszcze “na dobicie” dostawałem uwagę do dzienniczka – za złe zachowanie podczas lekcji.

Nie muszę chyba mówić że nie dość że niewiele się nauczyłem na tych piątkowych lekcjach to jeszcze wracałem do domu przebodźcowany, zestresowany i nierzadko kończyło się shutdownem (zamknięciem się w pokoju i odcięciem od wszystkiego – na tyle na ile było to możliwe dzieląc pokój z bratem). “Piątek, piąteczek, piątunio” zdecydowanie nie był wtedy moim ulubionym dniem. I mimo że po ukończeniu podstawówki trafiłem do ogólniaka gdzie w ogóle nie było stołówki, jakoś nie nauczyłem się lubić piątków. To przyszło znacznie później, dopiero jakieś 10 lat temu – jak przeszedłem całkowicie na pracę zdalną – dopiero wtedy zacząłem lubić piątki.


Klasowe odgłosy

W poprzednim wpisie napomknąłem o zaburzeniach filtrowania sensorycznego w kontekście mrugających i buczących świetlówek. Jednak był jeszcze jeden typ “rozpraszaczy” które negatywnie wpływały na moją koncentrację – właśnie z uwagi na zaburzenia filtrowania sensorycznego.

Jeśli chodzi o dźwięki to nie mam ani nadwrażliwości ani podwrażliwosci (niedosłuchu). I dobrze. Ale nie oznacza to że dźwięki mnie nie rozpraszają.

W sali lekcyjnej podczas lekcji w teorii powinna panować cisza. I “ogólnie” tak jest. Ale ta cisza wcale nie jest ciszą. W rzeczywistości w tej ciszy często rozlega się cała masa różnych dźwięków – takich “zwykłych” klasowych dźwięków:

  • ktoś czymś stuknął
  • komuś coś spadło
  • ktoś głośniej zamknął książkę
  • ktoś zaszurał nogami lub krzesłem po podłodze
  • ktoś gadał po cichu albo “parsknął zduszonym śmiechem” (bo ktoś inny powiedział szeptem jakiś żart)
  • itp. itd.

Przy pewnym poziomie takie dźwięki mogą rozpraszać każdego, neurotypowego czy neuro-nietypowego. Ale dopiero przy jakimś poziomie. Za to dla mnie normą było że prawie zawsze jak słyszałem taki dźwięk którego się nie spodziewałem, to od razu odruchowo się obracałem i szukałem źródła tego dźwięku. No i to się nie podobało nauczycielom, bo mnie pytali czemu się “rozglądam” zamiast uważać na lekcji. 

Nikt inny tego nie robił. Nie słyszeli tych dźwięków? Nie zwrócili na nie uwagi (bo prawidłowo zadziałało u nich filtrowanie sensoryczne)? Słyszeli ale byli wystarczająco skupieni żeby je ignorować? Nie wiem, mogę się tylko domyślać – ale zgodnie z dzisiejszą wiedzą obstawiam że drugi wariant jest najbardziej prawdopodobny, czyli że u nich filtrowanie sensoryczne “odfiltrowało” te dźwięki jako nieistotne.

No ale mnie to czasem rozpraszało. Nie aż tak często, raczej rzadziej – bo często po odwróceniu się i zlokalizowaniu źródła dźwięku już po chwili wracałem do skupienia. Ale nie zawsze – nie wiem od czego to zależało. Czasami powodowało to że całkiem traciłem skupienie na lekcji – gubiłem wątek, nie wiedziałem o czym mowa i do końca lekcji próbowałem nadgonić notatki itp. 


Hipnotyzujące okno

Nie za bardzo wiem czy zaliczyć to do tematów sensorycznych czy nie – ale nie mogę pominąć tego tematu. Na pewno jest to powiązane ogólnie z tematyką “odbierania bodźców”.

Wspomniałem już parę razy że mam dość szerokie pole widzenia i wzrok dość wrażliwy na ruch w polu widzenia peryferyjnego. Do tego siedziałem przeważnie blisko okna, zaraz za słupkiem pomiędzy oknami. No i w dni, kiedy nie było zbyt jasno dla mnie – rejestrowałem “kątem oka” każdy ruch, ale zwłaszcza drzewa kołyszące się na wietrze. Ten widok był dla mnie trochę “hipnotyzujący” – mogłem się w niego wpatrywać dosłownie “godzinami”. Co ciekawe – przeważnie nie traciłem wtedy koncentracji na lekcji – wpatrywanie się w ruch drzew nie przeszkadzało w słuchaniu co mówi nauczyciel i zapisywaniu w zeszycie.4 Ale tyko “przeważnie”. Jeśli byłem już wcześniej przebodźcowany lub zestresowany, to zdarzało mi się “odpłynąć uwagą”, “zatopić się” w tym kołysaniu drzew.


Tematy których nie znam z własnego doświadczenia

Omawiając wpływ sensoryki na naukę sądzę że nie powinienem skupiać się wyłącznie na swoich doświadczeniach – bo każdy autystyk jest nieco inny i ma inny zestaw swoich “problemów”. Dlatego opiszę dodatkowo rzeczy które znam głównie z literatury, aby pokazać pełniejszy obraz.

Badania różnią się nieco w ocenie jaki odsetek osób w spektrum ma “jakieś” problemy sensoryczne, i szacują ten odsetek na 60% do 97%, w zależności od przyjętej metodologii oraz definicji co już jest zaburzeniem a co jeszcze się nie kwalifikuje.5 6

Lista problemów sensorycznych ułożona wg kolejności występowania:

  • słuch – 40~47% – najczęściej jest to nadwrażliwość na dźwięki (ale nie zawsze jest to silna nadwrażliwość – tj. nie zawsze trzeba słuchawki wyciszające do codziennego funkcjonowania)
  • wzrok – 36~42% – tu wpadają zarówno nadwrażliwość na światło, jak i różne inne zaburzenia widzenia (śnieg optyczny, powidoki, szersze lub węższe pole widzenia itp.)
  • węch – 25~29% – głównie ekstremalna reakcja na zapachy które dla innych są neutralne lub przyjemne, szybkie przebodźcowanie jak się jest “narażonym” na te zapachy
  • dotyk – 18~24% – unikanie dotyku, nadwrażliwość na fakturę materiału lub na “uwierające” metki w ubraniach
  • smak – 7–12% – ostre reakcje “odrzucenia” na niektóre smaki albo problemy wynikające z tekstury jedzenia)

Chciałem tu podkreślić że te liczby zawierają wszystkie problemy dotyczące danego zmysłu – nadwrażliwość i podwrażliwość, “biały szum”, unikanie i pożądanie danych bodźców itp.

Dodatkowo – te liczby obejmują wszystkie “poziomy” problemu – od najpopularniejszych “lekkich”, które są tylko uciążliwe, poprzez “średnie” które już istotnie zakłócają funkcjonowanie, do “ciężkich”, które prawie uniemożliwiają normalne funkcjonowanie.

Oprócz tego wielu autystyków (nie znalazłem konkretnych danych) ma problemy ze zmysłami, które nie są zaliczane do “standardowej piątki”:

  • czucie temperatury,
  • równowaga,
  • propriocepcja (świadomość położenia własnych kończyn),
  • czucie bólu.

Nie umiem dokładnie ocenić jak te wszystkie inne problemy sensoryczne wpływają na naukę. Zdążyłem już się przekonać że to co nam (każdemu z nas) się wydaje “normą” jest wysoce subiektywne, a to co istotnie odstaje od tej normy jest autentycznie trudne do wyobrażenia sobie. Mamy tendencje do rozpatrywania tego w świetle jedynej rzeczywistości jaką znamy – własnej. Dlatego każda próba opisania tego nie mając własnych doświadczeń w tej kwestii – jest tylko spekulacją. I dokładnie tak należy ocenić to co zaraz będę pisał.

Wyobrażam sobie że nadwrażliwość na dźwięki jest co najmniej równie uciążliwa i rozpraszająca jak nadwrażliwość na światło. Tak by mi to pasowało, i tak jest to opisywane w literaturze. Z kolei wrażliwość na teksturę pokarmu wydaje mi się totalnie pozbawiona wpływu na proces nauki. Ale to tylko moje (mniej lub bardziej uzasadnione) domysły. Z literatury wynika że nadwrażliwość na dźwięki jest tą nadwrażliwością która najszybciej doprowadza do przebodźcowania (porównując ten sam “poziom nadwrażliwości”) i najczęściej występuje w “silniejszych” odmianach.7 Dlatego jej wpływ na funkcjonowanie jest sumarycznie większy niż zaburzeń wzrokowych. Dodatkowo – jeśli ktoś ma nadwrażliwość na dźwięki i musi funkcjonować w słuchawkach wygłuszających, to sądzę że istnieje ryzyko że może nie usłyszeć czegoś co nauczyciel powie za cicho, co może być dodatkowym utrudnieniem w nauce.

Podobnie nie umiem ocenić wpływu średnich i silnych problemów sensorycznych – ja (na szczęście) mam tylko lekkie. Były uciążliwe, utrudniały mi naukę, parę razy mało co nie “powinęła mi się noga”, ale ostatecznie dałem radę, nie musiałem powtarzać żadnej klasy.8 Wyobrażam sobie że już “średni” poziom problemów sensorycznych prawdopodobnie spowodowałby że miałbym poważny problem z zaliczeniem tych przedmiotów które były dla mnie trudniejsze i przez które parę razy byłem zagrożony nie zdaniem do następnej klasy. Ale mogę tylko gdybać jak bym funkcjonował ze średnią albo wysoką nadwrażliwością.

Z kolei zaburzenia filtrowania sensorycznego, które są wspólne dla spektrum autyzmu i ADHD, mają wyraźny wpływ jako “aktywator utraty uwagi”, że tak to nazwę. Znowu, nie umiem ocenić jak to może wpłynąć na osobę w spektrum ale nie mającą jednocześnie diagnozy ADHD. Czy trudność z “powrotem do skupienia” wynika z komponentu ADHD, czy też osoba mająca samo ASD też będzie w podobny gubić uwagę? Nie umiem ocenić tego. I nie znam osobiście nikogo kto by był w spektrum a nie byłby AuDHD, więc nie mam nawet informacji “z drugiej ręki”.

Ciężko jest “wejść w czyjeś buty” i zobaczyć jego rzeczywistość, jeśli wyraźnie ona odbiega od naszej – wbrew temu co się wydaje wielu ludziom rzucającym “szybkie osądy”, w tym niestety nauczycielom…

Ale jedno wiem. Szkoła nie jest stworzona dla neuro-nietypowych.

  1. Może nawet “zwłaszcza uczniów” 😉 ↩︎
  2. Ale nie wszystkie – są takie które bardzo lubię. Nie znalazłem (mimo że szukałem) żadnej prawidłowości, żadnej reguły które są neutralne, które lubię a które powodują problem – ale to by się pewnie trzeba było zapuścić w biochemię i działanie receptorów węchowych żeby rozplątać tą zagadkę. ↩︎
  3. Już się “nauczyłem” mówić “zapach ryb”. Ale wcześniej było inaczej – nie rozumiałem jak inni mogą “wytrzymać” ten zapach, i nazywałem to tak jak to wyglądało z mojej strony – “smród ryb”. Co oczywiście powodowało konflikty z tymi co lubią ryby (albo tymi którzy uważali że sugeruję że oni podają do jedzenia zepsute ryby) – ale to jest wiedza którą mam teraz, wtedy nie miałem pojęcia że ktoś może to tak odbierać. ↩︎
  4. Natomiast wyraźnie przeszkadzało nauczycielom, którzy sądzili że kompletnie ich nie słucham, i sprawdzali czy wiem, co mówili. ↩︎
  5. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12839194/ – synteza bardzo wielu badań o problemach sensorycznych w spektrum ↩︎
  6. https://stacks.cdc.gov/view/cdc/117054 ↩︎
  7. Stąd to powszechne mniemanie że autystyk musi chodzić w słuchawkach wyciszających. Po prostu to jest najczęstsze i przez to najłatwiejsze do zaobserwowania, zmierzenia i zapobiegania. ↩︎
  8. Nota bene to też był dla mnie bardzo ważny argument skłaniający mnie do nauki. Bo powtarzanie klasy wiązałoby się z wyrwaniem z grupy którą już jako tako znałem i rzuceniem w obce środowisko – czego chciałem uniknąć za wszelką cenę. ↩︎