Druga część wpisu o moich “dziwnych zachowaniach w szkole.
Stukanie, klikanie długopisem
Innym przykładem mojego stimowania, tym razem faktycznie uciążliwego dla innych, było wszelkiego rodzaju stukanie i pukanie (palcami w ławkę, butem w nogę od krzesła itp. itd.) lub klikanie długopisem (albo “wystrzeliwanie” go w górę używając jego własnej sprężynki).
To jest jeden z tych przypadków kiedy miałem świadomość że to co robię może być uciążliwe dla innych i próbowałem z tym walczyć – ale palce to robiły same. Wyraźnie mi to nie szło, bo w pewnym momencie dostałem wyraźny sygnał że inni mają mnie dość pod tym względem.
To było chyba w 6 klasie podstawówki, w pewnym momencie podeszło do mnie dwóch kolegów z klasy, dobrych uczniów z którymi miałem całkiem poprawne (choć nikłe) relacje, i oni bez słowa zabrali mi z piórnika mój klikający długopis dając mi w zamian taki “jednorazowy” jakim nie dało się klikać…
Powiem szczerze że mimo że cała sytuacja była wręcz nierealnie spokojna, to przestraszyłem się wtedy poważnie, bo dopiero wtedy dotarło do mnie z pełną siłą JAK BARDZO jestem dla innych uciążliwy… Efektem tego była trwała zmiana w moim piórniku szkolnym – zmieniłem długopisy na pióro kulkowe (wynikło to jeszcze z drugiej przyczyny – zalecano mi tą zmianę “bo może w końcu nauczę się czytelnie pisać jak nie będę musiał dociskać długopisu”, jeszcze wrócę do tego tematu w następnym wpisie).
Rozkładanie długopisu na części

Ten mem (z grup ADHD-owych) bardzo do mnie przemawia.1 100% ja. 🙂
Ja czasami nawet nie wiedziałem kiedy zdążyłem rozebrać długopis. Natomiast wiem że wiele razy pisałem samym wkładem, bo trzeba było coś zapisać – a długopis był akurat rozłożony na części pierwsze. To moje rozkładanie długopisu na części bardzo nie podobało się nauczycielom, którzy uważali że “bawię się na lekcji” zamiast uważać – podczas gdy prawda była taka że im bardziej skupiałem się na lekcji tym większa była szansa że w tym samym czasie nieświadomie rozłożę długopis…
Bujanie się na krześle
Innym rodzajem mojego stimowania było bujanie się na krześle, z którego “wyleczyli” mnie rówieśnicy, w bardzo bolesny sposób.
Dla mnie ciągłe zmienianie pozycji na krześle (w tym bujanie się) jest bardzo naturalną i wręcz konieczną sprawą z uwagi na to że mam też Zespół Ehlersa – Danlossa. Jak nie będę zmieniał pozycji co kilka~kilkanaście minut to szybko robi mi się niewygodnie, aż do bólu pleców włącznie.
Bujanie się na krześle było dla mnie też jedną z form stimowania, wydaje mi się że nieszkodliwą, i nie byłem jedyną osobą która bujała się na krześle. Niestety było też paru “kolegów” którzy starali się kopnąć w nogę krzesła tak żeby osoba bujająca się straciła równowagę. Oddając sprawiedliwość – nie byłem jedynym który był tak traktowany, próbowali tak zrobić wszystkim, w tym sobie nawzajem, jakby to był jakiś “test”. Ale inni jakoś sobie radzili, udawało im się jakoś zareagować na czas, a ja leciałem jak kłoda. Udało im się parę razy spowodować że upadłem i potłukłem się bardzo, w tym raz uderzając głową w ławkę z tyłu tak że byłem “zamroczony” przez pół lekcji – a oni mieli “ubaw” że nie potrafię utrzymać równowagi.
Nie ma co, skutecznie mnie oduczyli bujania się na krześle w szkole, po paru takich razach nie odważyłem się nigdy więcej.
Wąchanie
“Od zawsze” widziałem przesłanki że mam mocniejszy węch niż inni. I od zawsze były pewne kategorie zapachów które mnie bardzo fascynowały i którymi lubiłem się delektować.
Świeże drewno, zwłaszcza iglaste – i ogólnie żywica. Także igliwie. Lubiłem idąc do szkoły zerwać sobie jakiś pęd, małą gałązkę, i delektować się zapachem. Lubiłem też zapach różnych dzikich ziół i kwiatów rosnących na łąkach i trawnikach. Zrywałem badylek, rozcierałem go w palcach lewej dłoni, i cieszyłem się zapachem – wąchając własne palce.
Podobny efekt powodowały niektóre kosmetyki. Bo o ile większość zapachów chemicznych działa na mnie źle, przebodźcowuje mnie, ale są takie pojedyncze chemiczne zapachy które są fascynujące.
Innymi przykładami zapachów które uwielbiam są też zapach starych książek i zapach mokrego powietrza po deszczu, a także zapachy jedzenia które lubię.
Wszystko byłoby “normalnie” gdyby nie to że “delektowałem się” tymi zapachami zupełnie otwarcie, w ogóle nie zastanawiając się co inni o tym myślą… aż zaobserwowałem reakcje odrazy na twarzach rówieśników (zwłaszcza dziewczyn) na to jak wącham własne palce.
Jak próbowałem się dopytać kolegi o co chodzi, to dostałem niecenzuralną odpowiedź że “jak sobie grzebię palcem w dupie to powinienem go umyć a nie wąchać”. Dzisiaj się domyślam, że to była przesadzona odpowiedź mająca dać mi do zrozumienia że inni nie wiedzą co ja wącham więc jest to dla nich dziwne.
Ale wtedy – odebrałem to w 100% dosłownie i zatkało mnie. Skąd taki zarzut? Skąd w ogóle taki pomysł? Nie pytałem już więcej, ale zacząłem obserwować i zauważyłem że ludzie wąchają publicznie jedynie kwiaty i sporadycznie – jedzenie lub kosmetyki w drogerii. Dlaczego tylko te kategorie? Nie wiem, nie rozumiem. Dlaczego wąchanie czegoś innego jest “piętnowane”? Też nie wiem. Długo się zastanawiałem i nie domyśliłem się tego wtedy.
Zacząłem starać się unikać delektowania się zapachami “na widoku”, ale zapachy dalej są istotną częścią “mojego kontaktu ze światem” i dalej zdarza mi się iść do lasu na spacer i delektować się zapachami. Byle nie na widoku.
Jest to piękny przykład na to jak działają ukryte reguły społeczne. Osoby neurotypowe intuicyjnie “wiedzą” że mogą być obserwowane i że inni mogą sobie “dopowiadać” w myślach różne dziwne rzeczy, niekoniecznie przyjemne. Więc z tego co rozumiem osoby neurotypowe niejako instynktownie unikają takich zachowań, i nikt o tym nie mówi, bo to jest “oczywiste”. Natomiast autystycy… No cóż, to co się może dziać w głowach innych osób jest dla nas trochę tajemnicą, więc “odkrywamy” takie ukryte reguły metodą prób i błędów…
O innych (poza stimowaniem) moich dziwnych zachowaniach napiszę w trzecim i ostatnim wpisie tej serii.
- I drugi, mówiący “Zanim wykładowca powie coś wartego zanotowania to ja zdążę rozebrać długopis i zgubić sprężynkę”. 😉 ↩︎
