Korzystając ze “specyficznej pory roku” i z okazji świeżo minionego dnia świętego Walentego, patrona zakochanych i patrona epileptyków,1 chciałabym pochylić się przez chwilę nad tematem który z premedytacją do tej pory pomijaliśmy na blogu. Mowa o relacjach, związkach i uczuciach – czyli o sprawach które nie za bardzo rozumiemy z racji swojego autyzmu (przynajmniej w neurotypowym ujęciu tych spraw).
Disclaimer. Nie wypowiadam się tu za wszystkie autystyczne osoby. To jest moja, bardzo specyficzna perspektywa.
“Walę tynki”
Ten nagłówek to nie jest błąd. To nie literówka. To nasz żart “okolicznościowy” związany z Walentynkami. Ja tego stwierdzenia używałam już w podstawówce, nie rozumiejąc w ogóle idei stojącej za “świętem zakochanych” i próbując sprowadzić całą sprawę do żartu. Ale ten żart nabrał nowego wymiaru w czasie kiedy budowaliśmy dom, i spędziłam 14 luty “waląc tynki” – dosłownie: mieszałam, narzucałam na ścianę i wyrównywałam tynk w przyszłej kuchni. A potem pod wieczór jeździliśmy razem z Radkiem i wybieraliśmy glazurę do kuchni i łazienki. Tak bardzo “romantyczni” jesteśmy…

Od dawna wiemy że oboje nie odbieramy tego dnia jako czegoś szczególnego. Ale to nie chodzi tylko o sam “dzień” ale o całą ideę która za nim stoi. Ideę “zakochania”.
Muszę tu przyznać jedną rzecz. Ja zupełnie nie rozumiem, co to znaczy “kochać”. I kiedy to piszę mam brutalną świadomość jak może to brzmieć. Mówię to ponieważ nawet terapeuci są zdziwieni tym faktem i nie do końca potrafią to zrozumieć. Ale takie są fakty, i to że jestem kobietą nie ma tu nic do rzeczy.
To zjawisko nie jest nieznane w literaturze psychologicznej, takie osoby są określane jako “aromantyczne”, czyli pozbawione jakichkolwiek uczuć romantycznych. Wśród autystyków takie osoby występują znacznie częściej niż wśród osób neurotypowych.2
Radek z kolei twierdzi, że wie co to znaczy “kochać”, ale też widzi że jego idea “kochać” znacznie odbiega od “powszechnego” rozumienia tego słowa. W naszym związku to Radek jest tym bardziej uczuciowym i emocjonalnym elementem – ja to typowy “zimny głaz”, do którego nic nie dociera.
My
Gdy dopiero się poznawaliśmy i zaczynaliśmy być razem, oboje staraliśmy się (nieudolnie) kopiować zwyczaje innych ludzi związane z “byciem w związku”. Kwiaty, prezenty, obchodzenie walentynek, rocznic itp. Jednak bardzo szybko poczuliśmy że to jest sztuczne zachowanie, nie “nasze”. Kwiaty wyeliminowałam bardzo szybko – powiedziałam Radkowi że ma mi nie dawać kwiatów, bo mi to do niczego nie potrzebne. Inne elementy znikały wolniej, ale sukcesywnie – już po paru latach nie obchodziliśmy walentynek ani rocznic, nie dawaliśmy sobie prezentów,3 nie było nam to zwyczajnie potrzebne do szczęścia.
Jedyne co się “uchowało” to to że Radek chce mnie przytulać i być przytulany – co ciekawe mimo że w odniesieniu do innych osób przeważnie przytulanie go “odrzuca”.4 Ale ja zdecydowanie nie przepadam za przytulaniem się, więc jest to “bardzo limitowana przyjemność”.
Od dawna widzimy że nasz związek jest oparty o zupełnie inne fundamenty niż związki innych osób. Jak czasami słyszymy opowieści innych, neurotypowych ludzi o tym jak wyglądają ich relacje w małżeństwach, to nie potrafimy zrozumieć, jak oni tak funkcjonują, dlaczego w ogóle są razem?
Więc co nas łączy?
W naszym przypadku tym co nas łączy jest przyjaźń, wzajemne zrozumienie i tolerancja dla swoich “dziwactw” i “inności”, wspólne pasje,5 ale chyba najbardziej to że możemy na sobie nawzajem polegać – uzupełniamy wzajemnie swoje braki i wiemy jak pomóc drugiej stronie.6
Większość osób (zwłaszcza tych neurotypowych) nigdy nie zrozumie, jak to jest po niespełna 25 latach nie dogadywania się z ludźmi i licznych porażkach społecznych, w końcu trafić na kogoś z kim można swobodnie rozmawiać. Dyskutować absolutnie o wszystkim, i nie czuć “odtrącenia” z drugiej strony. Wymyślać wspólnie szalone projekty i realizować je potem zgodnie ze swoją “artystyczną” wizją. O ile dzisiaj oboje możemy powiedzieć że parę takich osób już znamy, o tyle 20 lat temu kiedy się poznawaliśmy tak optymistycznie nie było.
Od zawsze spędzamy prawie cały czas “razem ale osobno ale razem”. Wiem, brzmi to dziwnie – ale jest to typowy przykład na autystyczne “parallel play”. Chodzi o to że prawie 100% naszego czasu jesteśmy w tym samym domu, często w tym samym pomieszczeniu, ale robimy wtedy zupełnie różne rzeczy (np. każde siedzi przy swoim komputerze, albo czytamy swoje książki leżąc na łóżku). Jednak jesteśmy razem i mamy wspólny kontakt, co jakiś czas się do siebie odzywamy, mówimy sobie jakieś ciekawostki. W naszym domu jak jesteśmy tylko we dwoje (nie ma gości) to w zasadzie nie zamykamy żadnych wewnętrznych drzwi.7 Właśnie po to żeby mieć ciągle poczucie że jesteśmy razem.
Tu trochę wyjaśnienia. Jak piszę “prawie 100% czasu” to mam na myśli dokładnie cały czas, a nie “wolne chwile”. Jesteśmy razem 24h/dobę, 7 dni w tygodniu, przez wszystkie dni w roku. Inni ludzie chodzą do pracy i nie widzą się wzajemnie przez ⅓ dnia, poza tym wychodzą z domu osobno itp. A my nie, my WSZYSTKO robimy razem. Naprawdę wielu osobom wydaje się to dziwne, wielokrotnie byliśmy pytani „jak my ze sobą wytrzymujemy tyle czasu?”.8
Nie mamy też żadnych tajemnic, znamy nawzajem swoje hasła do telefonów, komputerów osobistych, konta bankowego itp. Nie potrzebujemy sekretów. To co czasami czytamy że “w związku powinno być trochę tajemnicy” jest dla nas zupełnie niezrozumiałe. Być może osoby neurotypowe tego potrzebują, może niektórzy autystycy też, nie wiem, ale w naszym przypadku jest to zbędne.
Nasze “okazywanie uczuć”
Trochę już pisaliśmy o tym temacie we wpisach o autystycznych językach miłości. Ale ciągle nie jest to “wyczerpany” temat.
Jesteśmy dla siebie bezpiecznym “zakotwiczeniem w rzeczywistości” – nasza wspólna przestrzeń jest dla nas obojga “bezpieczną przestrzenią”, gdzie nie musimy nosić masek, udawać kogoś kim nie jesteśmy, wysilać się próbując “odtwarzać” zachowania neurotypowe. I tak jest od dawna, długo przed diagnozą, zanim oboje dowiedzieliśmy się “dlaczego” tak jest, dlaczego tak bardzo odstajemy od innych. “Docieraliśmy się” przez pierwsze 2~3 lata, a potem funkcjonowaliśmy “po swojemu”, nie patrząc na to co myślą inni.
Dla nas okazywaniem uczuć są zupełnie inne czynności niż dla innych osób:
- zrobienie czegoś za drugą osobę w sytuacji kiedy ta osoba źle się czuje lub ma gorszy dzień itp.,
- przykrywanie kołdrą jak się któreś z nas (przeważnie ja) wykopie w nocy i marznie,
- wspieranie nawzajem naszej kreatywności, angażowanie się wzajemnie w projekty, nawet jeśli są to chwilowe zajawki,
- przekazywanie sobie nawzajem ciekawostek, informacji, fajnych memów lub filmików znalezionych w necie,
- jak byłam na diecie po operacji to Radek specjalnie dla mnie wymyślił przepis na sos koperkowy bazujący na jogurcie, który nie dość że dobrze się wpisywał w zalecenia diety to jeszcze uczynił ją nie tylko mniej monotonną ale wręcz smaczną.9
Takie rzeczy do nas “trafiają” a nie kwiatki i prezenty.
Walentynki
Jako że wpis powstał z okazji Walentynek, to nie sposób pominąć tu jeszcze jednego tematu. Tego samego tematu który nas mierzi w przypadku świąt. Tego jak bardzo skomercjalizowane jest to święto, a dodatkowo jest “presja” na to żeby traktować ten dzień szczególnie. Ta presja była znacznie mniejsza niż w przypadku świąt, ale objawiała się pytaniami rodziny i znajomych “co robicie na Walentynki?”, jakby to było takie oczywiste że musimy robić coś specjalnego z tej okazji. A ja w ogóle nie rozumiem idei, że nawet jeśli przyjmujemy że trzeba coś robić, to dlaczego tylko w jeden dzień w roku?10
Podobnie “umyka” mi dlaczego wszyscy sądzą że w ten dzień powinno się jakoś inaczej ubierać, specjalnie się szykować? Chodzić do fryzjera, nakładać jakiś specjalny makijaż, “robić pazurki”11 itp. itd.?
A już zupełnie nie rozumiem idei, która może nie jest omawiana nigdzie jawnie, ale przebija się przez “niedopowiedzenia”: że “temperaturę uczuć” mierzy się ceną prezentu na Walentynki albo na rocznicę ślubu itp. Zupełnie to umyka mojemu zrozumieniu, zwłaszcza że te prezenty są często bardzo niepraktyczne.12
Podsumowując
Doskonale zdajemy sobie sprawę że jesteśmy specyficzni – z każdym rokiem coraz bardziej. To jak wiele rzeczy w swoim życiu robimy “intuicyjnie” momentami zadziwia nawet nas samych. Zwłaszcza jak z perspektywy czasu poznajemy nowe informacje na swój temat, które “uzupełniają obraz”.13
Jedną z tych kwestii które robimy intuicyjnie okazało się też budowanie naszej relacji, które wg wielu osób było z góry skazane na niepowodzenie “bo robimy to źle”. Ale oto jesteśmy 20 lat później, razem, rozumiejąc się jeszcze lepiej niż kiedyś. A te wszystkie rzeczy, które “robiliśmy źle” okazały się być dość typowe dla autystyków:
- budowanie relacji na wzajemnym zrozumieniu i akceptacji a nie na dawaniu kwiatków i prezentów,
- spędzanie ze sobą prawie 100% czasu, na “parallel play”, które większość osób komentowała jako najprostszy sposób na to żeby związek się rozpadł
- “support swapping” – dogłębne poznanie nawzajem swoich potrzeb, aby móc sobie wzajemnie pomagać
- “body doubling” – włączanie się w to co robi drugie z nas aby pomóc, zwłaszcza jeśli zadanie jest trudne i stanowi wyzwanie dla partnera
- nieskończona ilość nowych hobby i zainteresowań, zamiast “stabilności w związku i życiu”
Moglibyśmy jeszcze długo tak wymieniać, ale najważniejszą myślą jest tu to że wcale nie jesteśmy tak bardzo “nietypowi” jak się nam kiedyś wydawało, po prostu nasza nietypowość ma nazwę (AuDHD) i w obrębie tej grupy jesteśmy relatywnie “typowi”.14

- 14 luty jest oficjalnie też z tego powodu Dniem chorych na padaczkę. Zawsze nam się to wydawało ciekawe że Walenty jest patronem tak różnych dziedzin. ↩︎
- Wg „Aro Census” (AUREA, 2020/2022), aż 44,3% wszystkich osób aromantycznych na świecie jest osobami neuro-nietypowymi (w tym głównie autyzm i ADHD). Jest to znacznie większy odsetek niż wynikałoby z ilości osób neuro-nietypowych w społeczeństwie (około 12%). ↩︎
- Wymyślanie prezentów było męką, o czym pisaliśmy we wpisach o świętach. ↩︎
- Komentarz Radka: jest tylko kilka osób co do których przytulanie się mnie nie stresuje i nawet to lubię. ↩︎
- No i posrane poczucie humoru. “Gówno wszystko sklei”. 😛 ↩︎
- Czasem nawet jeśli ta druga strona sama nie wie że tej pomocy potrzebuje… ↩︎
- Tak, tych od toalety też, bo przecież nie będziemy przerywać pasjonującej dyskusji tylko dlatego że natura wzywa. 😛 ↩︎
- Różne osoby z naszych rodzin mówiły nam, że spędzanie ze sobą CAŁEGO czasu to najprostsza droga do rozpadu małżeństwa… A inni o nas mówili „papużki nierozłączki”. ↩︎
- Sos ten do dzisiaj jest częstym elementem naszej diety. ↩︎
- Ten sam problem mam z 1 listopada. Uważam że pamiętać o zmarłych trzeba cały rok, a nie tylko w jeden dzień w roku. Jak się “pamięta” w jeden dzień w roku, to się to robi “na pokaz” dla innych, a nie dla siebie i dla zmarłych. ↩︎
- W życiu nie miałam “robionych pazurków”. U fryzjera zresztą też nigdy nie byłam. ↩︎
- Ja nie noszę biżuterii więc nie robi to na mnie żadnego wrażenia, ale domyślam się że innym się to podoba. ↩︎
- Mowa tu o diagnozie, która naprawdę wiele rzeczy ukazała nam w nowym świetle, zwłaszcza wszystkie te sprawy w których jesteśmy “inni”. ↩︎
- Przynajmniej Radek chce się tak “pocieszać”. ↩︎
