Długo zwlekałem z tym tematem, ale nadszedł w końcu czas żeby to opisać: jak autystyk funkcjonuje w szkole (podstawowej i średniej, bo studia to zupełnie inny temat)?
Niemiłe wspomnienia
Jest jedna główna przyczyna dlaczego tak długo omijałem ten temat. Ten okres życia który obejmuje naukę w szkole podstawowej i średniej był dla mnie bardzo trudnym okresem, a drugą połowę podstawówki (klasy 5-8) mogę bez przesady nazwać najtrudniejszym i najgorszym okresem mojego życia. Bardzo niechętnie wracam wspomnieniami do tego czasu, bo nie za wiele rzeczy mogę pozytywnie wspominać.
Okres naokoło mojej diagnozy, okres w którym masowo “pochłaniałem” wiedzę o spektrum autyzmu, w pewnym sensie nakłonił mnie do dużej ilości retrospekcji, które mi “dopasowały” różne zjawiska na właściwych miejscach w układance. To było jak katharsis, wspominanie tego wszystkiego było przykre, ale jednocześnie wyjaśnienia które się pojawiały pokazywały mi całe moje życie w nowym świetle, dawały mi odpowiedzi na tysiące pytań “dlaczego”?
Jednak to że znam odpowiedzi na pytania “dlaczego” wcale nie powoduje że uważam że to co się działo było w porządku – bo przecież nie robiłem nic złego (dokładniej: nic co bym świadomie wiedział że jest złe, wręcz przeciwnie, bardzo się starałem “być ok”) – dlatego te tematy są dla mnie ciągle “niekomfortowe”.
Ale miejmy to za sobą…
Planuję ten temat rozbić na kilka części, w których będę zajmował się różnymi aspektami tego tematu (sensoryzmy, relacje z rówieśnikami, nauka i relacje z nauczycielami, pasje), ale w tym wpisie chciałem zacząć od opisu jak się czułem przez ten czas. Będę się starał żeby to nie wyszło jedno pasmo żalenia się, ale … może być trudno, nie wiem czy mi się to uda.
Początki edukacji
Prawie wcale nie pamiętam okresu przedszkola. Trafiłem tam dość późno, dopiero jako 6-latek, i spędziłem tam tylko rok. W zasadzie moje jedyne wspomnienia z przedszkola to jest że nienawidziłem chodzić do przedszkola, zupełnie nie umiałem się dogadać z rówieśnikami i że przedszkolanka bardzo często kazała mi stać w kącie za karę “bo nie umiem się bawić z innymi”.
Podobnie nie za bardzo pamiętam początek podstawówki. Wiem że prawie nie miałem przyjaciół i wiem że w tym okresie zacząłem zdawać sobie sprawę że jestem w jakiś sposób “inny”.
Jako tako pamiętam dopiero okolice 4 klasy, kiedy zaczęły wchodzić przedmioty które mnie interesowały, oraz kiedy zaczął się mój “głód wiedzy” i regularne wizyty w bibliotece. Przez większość okresu edukacji czytywałem średnio 4~5 książek tygodniowo, zarówno z beletrystyki jak i publikacji popularnonaukowych. Rodzice starali się nakłonić mnie do spędzania więcej czasu na dworze, a ja wolałem siedzieć w domu z książką, i zupełnie nie rozumiałem po co ja mam wychodzić na dwór skoro tam mnie oślepia światło.
Jednocześnie, w tamtym czasie po raz pierwszy zacząłem analizować, dlaczego ja “nie umiem rozmawiać z ludźmi”. Zauważyłem że inni ludzie się lepiej dogadują, a ja – co bym nie próbował, to cały czas ktoś się denerwował na mnie, więc zacząłem szukać wzorów w komunikacji, aby chociaż trochę się dogadywać lepiej z rówieśnikami – wtedy bardzo mi zależało na znalezieniu wspólnego języka z innymi.
Inny
To jedno krótkie słowo chyba najlepiej opisuje jak się czułem już około połowy podstawówki: inny. Jasne było dla mnie że znacznie odstaję od “normy”, w wielu aspektach:
- nie umiałem “rozmawiać z ludźmi” – tak nazywałem swoje problemy komunikacyjne i ciągłe “tarcia” z innymi, które zupełnie nie rozumiałem skąd się biorą, zupełnie nie rozumiałem zasad interakcji z innymi. Bardzo się starałem, bo bardzo mi zależało na tym żeby mieć przyjaciół, ale w zasadzie poza paroma osobami (które mnie bardziej “tolerowały” niż “lubiły”) to prawie nikt nie chciał ze mną rozmawiać
- bardzo się wtedy dziwiłem jak ludzie mogą wytrzymać na zewnątrz przy mocno świecącym Słońcu – aż w końcu zrozumiałem że to ja jestem nadwrażliwy na światło
- byłem niezgrabny, pisałem nieczytelnie, “jak kura pazurem”, “potykałem się o własne nogi”, typowe dziecięce i młodzieńcze gry kojarzyły mi się z kontuzjami a nie z zabawą
- byłem “zamknięty w sobie” – wolałem spędzać czas z książką (a później też z komputerem) zamiast z rówieśnikami
- moje zainteresowania zupełnie odstawały od tego co pasjonowało rówieśników
- byłem też dość chorowity, znacznie bardziej niż ktokolwiek inny w klasie, często też ulegałem kontuzjom
- i jakby tego wszystkiego było mało, to zacząłem zauważać że “myślę inaczej” – zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy, dostrzegam więcej detali, głębiej analizuję i wyciągam zupełnie inne wnioski niż inni
Jednak świadomość tego że byłem inny momentami była uciążliwa. Bo obserwowałem jak inni nawiązują relacje i też “chciałem w tym uczestniczyć” – bardzo chciałem mieć przyjaciół.. Starałem się robić to co inni, jednak mając coraz większe poczucie że “odstaję”.
Chaos, czyli druga połowa podstawówki
To że już wcześniej czułem się inny to było nic w porównaniu z tym co nadeszło w drugiej połowie podstawówki. Totalny chaos, niezrozumienie i wyobcowanie.
Nie umiem podać dokładnej daty kiedy się to zaczęło, ale z mojego punktu widzenia “coś się stało” że po kolei wszyscy rówieśnicy naokoło zaczęli zmieniać swoje zachowanie. Pojawiły się tarcia, zaczepki, przechwałki, kłamstwa, manipulacje. Klasa podzieliła się na kilka “stronnictw”, które momentami się wręcz “zwalczały”. Dosłownie każdy temat mógł być kolejną osią podziału. Ale jednocześnie wyglądało że dla wszystkich to jest zupełnie normalne…
O ile wcześniej czułem się inny, to w tym właśnie okresie poczułem się po prostu wyobcowany. Zupełnie nie rozumiałem tego co się działo naokoło, a jakiekolwiek moje próby uczestniczenia w tym kończyły się prawie zawsze źle. Po prostu to były tematy poza moimi zdolnościami pojmowania. A ja? Nie byłem członkiem żadnej z tych grup, to znaczy byłem “łatwym celem” dla wszystkich którzy chcieli “podbudować swoje ego” lub “pozycję” czy o co tam chodziło.1
Spędzałem bardzo dużo czasu analizując różne sytuacje, jednak brakowało mi podstawowego zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi – te tematy były zupełnie poza moją percepcją, jak dla wszystkich autystyków. Co z tego że dzisiaj wiem że rówieśnicy po prostu bawili się w “gry społeczne”, czyli innymi słowami “ćwiczyli umiejętności społeczne”? Dla mnie to był chaos i rosnący stres, który mnie doprowadził do pierwszej w moim życiu depresji w wieku 13 lat…
A na to wszystko nałożyły się rosnące wymagania związane z nauką, obowiązkami itp., a także tarcia z nauczycielami… Wszystko nasiliło się do tego stopnia że w najgorszym okresie po prostu bałem się iść do szkoły…

Ogólniak – pokrótce
Zmiana środowiska na ogólniak była dla mnie z jednej strony “wybawieniem” od tego chaosu, a z drugiej strony totalną zmianą sposobu w jaki się rówieśnicy do mnie odnosili. Zaczepki i wrogość zmieniły się w zimną obojętność i ignorowanie przez dużą część osób z klasy. Tak, to była zmiana na lepsze, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Z paroma osobami miałem w miarę poprawne relacje, z innymi może i były zimne i obojętne lub wręcz po prostu tych relacji nie było, ale przynajmniej nie generowały tyle stresu co w podstawówce. Paradoksalnie, miałem mniejsze poczucie “wykluczenia” kiedy ludzie mnie ignorowali i po prostu nie odzywali się do mnie, niż wtedy kiedy szukali zaczepki.2
To właśnie w ogólniaku poczyniłem największe postępy w “uczeniu się rozmawiania z ludźmi”. “Spokojniejsze” relacje w szkole pozwoliły mi na lepsze obserwacje, co razem z już zgromadzonym “doświadczeniem” pozwoliło mi zrozumieć pewne ukryte reguły. Tu także jeszcze silniej ujawniły się moje predyspozycje do przedmiotów ścisłych. Ale jednocześnie dwa razy mało nie oblałem klasy i mało nie oblałem matury z powodu innych problemów.3
Tyle “żalenia się”, w następnym wpisie poruszę tematykę problemów sensorycznych w kontekście szkoły.
- Tak naprawdę do dzisiaj nie rozumiem tego co się działo. Rozmawiając o tym z psychologiem na “treningu umiejętności społecznych” doszedłem do takiego wniosku że “oni ćwiczyli jak zdobywać i utrzymywać pozycję w grupie”, na co psycholog stwierdził że tak, mniej więcej o to chodzi. Ale jak to się ma do bezsensownych przechwałek i do szukania zaczepki z innymi – tego do dzisiaj nie rozumiem. ↩︎
- Piszę że “paradoksalnie” bo z tego co czytałem to dla neurotypowych osób podobno najgorsze “wykluczenie” to jest właśnie stan kiedy inni totalnie ignorują czyjeś istnienie. No cóż, ja mam odwrotnie… ↩︎
- Za każdym razem chodziło o język obcy i moje “zatykanie się”, jak nazywałem coś co dzisiaj mogę nazwać jako “mutyzm wybiórczy”. ↩︎
