Autystyk w szkole, cz. 2 – nadwrażliwość na światło

Drugi wpis w tematyce szkoły będzie dotyczył problemów sensorycznych, na tyle na ile uda mi się to “oddzielić” od reszty zagadnień.


Rozpraszające środowisko

Szkoła nie jest przyjazna dla osób neuro-nietypowych. Szkoła wymaga koncentracji uwagi na nauce, a jednocześnie jest tak wiele rzeczy które mogą rozpraszać, że ciężko się skupić. 

Jak próbuję ustalić co dla mnie osobiście było najbardziej rozpraszającym zjawiskiem w szkole, to natrafiam na pewien problem. Tych rozpraszaczy było sporo, na przykład:

  • Słońce świecące w okna lub odbłyski światła w oknach oddalonych budynków
  • mruganie świetlówek i dźwięki jakie one wydają (o tym zaraz szerzej)
  • szepty, rozmowy w klasie
  • odgłosy “normalne” w klasie – szmery powstające gdy wiele osób w tym samym czasie pisze, przewracanie kartek w zeszytach
  • szuranie nogami lub krzesłem o podłogę
  • “hipnotyzujący” szum liści i widok drzew kołyszących się w rytm podmuchów wiatru

Było ich tyle, że aż trudno mi wybrać tą jedną rzecz “naj” (być może to wynika z faktu że moje nadwrażliwości sensoryczne są zaledwie “lekkie” – gdyby którakolwiek z nadwrażliwości byłaby poważna to nie miałbym pewnie żadnych wątpliwości co wybrać).

Prawdopodobnie ta “ilość rozpraszaczy” z którą się borykałem może też wynikać z faktu że mam AuDHD, i dołącza tu się cała masa tematów nie związanych ściśle ze spektrum autyzmu, tylko wynikających z przenikania się spektrum z ADHD. Ale … jak zwykle, skoro 70% autystyków ma tak naprawdę AuDHD, to jest to raczej norma niż wyjątek, więc nawet nie wiem czy jest sens rozdzielać te tematy.

Ale po kolei…


Nadwrażliwość na światło

To był mój problem głównie w podstawówce. Budynek był tak ustawiony że światło słoneczne wpadało do sal lekcyjnych przez sporą część dnia. Z jednej strony to było dobre, bo światło słoneczne jest zdrowsze dla ludzkich oczu niż sztuczne (zwłaszcza te nieszczęsne świetlówki), ale z drugiej strony dla mnie ostro świecące Słońce (lub jego odblaski w oknach) jest czymś co wywołuje lekki ból w oczach i oślepia mnie na dłuższą chwilę. Nie muszę patrzeć na Słońce – wystarczy że będzie ono sobie świecić gdzieś z boku, mam na tyle szeroki kąt widzenia że Słońce oślepia mnie nawet pod kątem 90 stopni na boki od kierunku w który patrzę. 

Ale nawet jeśli jestem obrócony całkiem tyłem do Słońca – to jego blask odbijający się w czymkolwiek, nawet w takich powierzchniach jak kartka papieru był dla mnie trudny do zniesienia. A niestety musiałem zapisywać w zeszycie lub czytać z podręcznika, więc nie mogłem w żaden sposób “uniknąć” patrzenia na nie.

“Walczyłem” z tym na różne sposoby. Jak Słońce świeciło mi w oczy, to podpierałem głowę lewą ręką i zasłaniałem trochę oczy.1 Zasłaniałem sobie zeszyt lewą ręką, albo ustawionym pionowo podręcznikiem. Niestety było paru nauczycieli którzy “nie tolerowali żadnych odstępstw” i nie pozwalali mi na takie zachowanie – dla nich to był brak dyscypliny. No i na tych lekcjach miałem tym większy problem ze skupieniem, im bardziej słoneczny dzień był. Moje tłumaczenie że “Słońce mnie razi” prawie zawsze spotykało się z ripostą “to nie patrz w Słońce, nie wolno patrzeć w Słońce bo sobie oczy popsujesz”, a dalsza próba wyjaśnienia (że wcale nie patrzę w Słońce tylko że ono mnie razi nawet jak jest całkiem z boku) powodowała tylko zaostrzenie reakcji nauczycieli…

W późniejszym czasie, jak tylko zaobserwowałem że im bliżej okna siedzę, tym mniej porusza się cień rzucany przez słupki między oknami, to potem na początku każdego semestru jak zmieniał się plan lekcji i to w której sali się te lekcje odbywały – to zawsze starałem się tak usiąść, żeby siedzieć jak najbliżej słupka między oknami, w cieniu, i jednocześnie dość blisko frontu sali,2 bo tam mało kto chciał siadać (za blisko nauczycieli). Trzeba było sobie radzić jak się dało…

Dopiero pod koniec szkoły, gdy miałem ponad 13 lat została u mnie formalnie stwierdzona nadwrażliwość na światło (i dostałem „samościemniające się” okulary fotochromowe) i dopiero wtedy “trochę” postawa nauczycieli się złagodziła (ale i tak nie wszystkich).

Lekcje WF

Dla większości rówieśników z mojej klasy lekcje WF były przyjemnością i luzem. Natomiast dla mnie – to była porażka, zwłaszcza w słoneczne dni, kiedy te lekcje odbywały się “na świeżym powietrzu”. No bo jak tu grać w piłkę, jak się jest pół ślepym z uwagi na ostre Słońce, a jeszcze człowiek się “potyka o własne nogi” (“lekkie” problemy motoryczne)?

Takim dość przykrym wspomnieniem z lekcji WF, związanym z ostrym Słońcem i przebodźcowaniem, była sytuacja kiedy właśnie podczas gry w piłkę nożną, grałem w drużynie ustawionej “pod Słońce”. Ustawili mnie na obronie, żebym nie przeszkadzał im w ataku. W którymś punkcie meczu oberwałem piłką w twarz. Przypadek, po prostu jej nie widziałem, bo byłem oślepiony.

Gdyby na tym się skończyło to pominąłbym to, “zdarza się”.

Tylko że rówieśników z przeciwnej drużyny tak to rozśmieszyło, że “nie umiem unikać”, że potem do końca meczu, zamiast próbować strzelać gole, próbowali trafić mnie piłką w twarz, co im się jeszcze dwa razy udało…3 Natomiast chłopacy z mojej drużyny nie próbowali mnie w żaden sposób obronić – też się ze mnie śmiali i widać było że żałują że jestem akurat w ich drużynie.4


Świetlówki

Urządzenia wymyślone żeby torturować niewinnych i zmuszać ich do przejścia na ciemną stronę mocy. 😉

A tak na poważnie. Mimo że nie są aż tak jasne żeby wywoływać u mnie problem wynikający z samej jasności światła, to jednak wcale nie były lepsze niż ostre słońce. Świetlówki są chyba jednym z najdoskonalszych przykładów do zilustrowania zaburzeń filtrowania sensorycznego. Opisywałem szerzej te zaburzenia w tym wpisie.

W dużym skrócie, chodzi o to że neurotypowy mózg filtruje bardzo wiele bodźców na poziomie podświadomym. Ocenia te bodźce pod kątem “przydatności” i odcina te które uzna za powtarzalne lub nieistotne, przez co nie docierają one (i nie przeciążają) świadomej części umysłu, chyba że ktoś świadomie zacznie się wsłuchiwać lub wpatrywać, dopiero wtedy są “przepuszczane”. Natomiast u osób neuro-nietypowych (zarówno w spektrum autyzmu jak i z ADHD) bardzo często ten mechanizm jest zakłócony, przez co jesteśmy świadomi tych wszystkich bodźców, które u innych są filtrowane. Świetlówki są tu świetnym przykładem takich bodźców. 

Pierwsza sprawa to fakt, że wg wszelkich źródeł które znam świetlówki są opisywane jak “tak szybko mrugające (100 wyładowań na sekundę), że te mrugnięcia są niewidoczne dla ludzkiego oka”. 5

Taaa, jasssne.

Dla mojego oka światło sprawnej świetlówki może nie tyle mruga, co “delikatnie faluje”. Nie umiem tego lepiej określić. Nie odbieram tego jako jednolitego światła, i o ile nie widzę “przygasania”, o tyle mam świadomość że to światło nie jest ciągłe. Natomiast im świetlówka starsza tym bardziej to falowanie się wzmacnia. Do tego stopnia że byłem w stanie zaobserwować zależności między intensywnością tego “falowania” a tym że po tygodniu czy dwóch całkiem wysiadała świetlówka lub starter i albo przestawała świecić albo (co gorsza) w kółko próbowała się włączyć wydając do tego metaliczne dźwięki.

Druga sprawa to buczenie. Prawidłowo działająca świetlówka emituje takie ciche buczenie, które też zmienia się w czasie. Dokłada się to do bodźców związanych z falowaniem światła. I tak samo, podczas awarii świetlówki te dźwięki stają się uciążliwe.

No więc – z powodu zaburzeń filtrowania sensorycznego te wszystkie dźwięki i “falowanie” intensywności światła do mnie docierały, i przyciągały moją uwagę. Jako że ja bardzo szybko wyłapuję wzory, to szybko nauczyłem się oceniać która ze świetlówek zaczyna się “starzeć” i wysiadać, umiałem to dość precyzyjnie określić i wskazać które świetlówki zbliżają się do końca swojej żywotności (a że w sali było przeważnie kilkanaście świetlówek to prawie zawsze się taka znalazła).

Obserwowanie tego i sprawdzanie trafności własnych prognoz było fajne … tylko obserwowałem to w trakcie lekcji, zamiast skupiać się na nauce – bo nie umiałem zignorować tych dodatkowych bodźców.


Efekty

Same te dwa tematy – ostre Słońce i świetlówki sądzę że odpowiadały za większość moich rozproszeń na lekcjach oraz też za część moich problemów z niektórymi przedmiotami. Na pewno też ostre światło słoneczne było przyczyną paru niskich ocen ze sprawdzianów, po prostu czasami tak mnie światło męczyło że nie byłem w stanie się skupić na sprawdzianie i kończyło się bardzo niską oceną.

Zdarzało mi się praktycznie codziennie że moja uwaga “odpływała” a potem łapałem się na tym że zupełnie nie wiem co było mówione przez ostatnie 5 minut – i próbowałem to w szybkim czasie nadrobić, doczytując z podręcznika lub przepisując od kogoś z zeszytu.

Pamiętać trzeba że to były inne czasy i inne podejście, a autyzmie wysokofunkcjonującym prawie nikt nie słyszał – więc nie było “zlituj się”. Wszyscy byli oceniani wg tego samego wzorca, a że niektórzy musieli w tym celu poświęcić znacznie więcej wysiłku, z przyczyn zupełnie niezależnych od siebie… no cóż.

Dzisiaj coraz częściej się słyszy o pewnych usprawnieniach dla autystyków w szkołach, zwłaszcza integracyjnych lub specjalnych. Ale i tak słyszy się głównie o słuchawkach wygłuszających (jakby każdy autystyk miał nadwrażliwość na dźwięk a nie miał żadnych innych), a nie o oświetleniu które nie będzie rozpraszać… Nie jesteśmy przecież identyczni.

Chodzenie w jasne dni z przymrużonymi oczami też nie było dobrze odbierane. Do dzisiaj nie wiem “jak”, ale wiem że niedobrze. Nie poprawiało to moich (już i tak kulejących) relacji z innymi).

No dobra, czas zakończyć wpis bo się rozpisałem na temat samej nadwrażliwości na światło. Pozostałe rozpraszacze muszą poczekać do następnego wpisu. 😉

  1. Wszystkie sale lekcyjne były tak ułożone że światło wpadało z lewej strony. ↩︎
  2. Dość blisko dla mnie żebym dobrze widział tablicę – z uwagi na krótkowzroczność. ↩︎
  3. I parę razy w korpus – ja serio byłem tak oślepiony światłem, że niezbyt widziałem tą nadlatującą piłkę. ↩︎
  4. Z przypadku – drużyny były “wybierane” – nauczyciel wybierał “kapitanów” i oni na przemian brali po jednej osobie do drużyny. ZAWSZE byłem tym ostatnim, którego nikt nie chciał. Co czasami miało ten plus że jak była nieparzysta ilość osób to “wypadałem z gry”, co dla mnie było najlepszym możliwym biegiem wydarzeń. ↩︎
  5. Podobno nowoczesne świetlówki mają zupełnie inny mechanizm zapłonu i mają 20~60 tysięcy wyładowań na sekundę. Nie wiem, nie sprawdzałem, zrażony jestem do świetlówek. ↩︎